Archiwa tagu: ekonomia

Papież, który został lewakiem

Dziś mijają trzy lata od wyboru Jorge Mario Bergoglio na biskupa Rzymu. W tym czasie dał się on poznać jako charyzmatyczny lider. Na czym polega jego wyjątkowość? Najkrócej mówiąc, chodzi o jego „lewicowość”.

W większości krajów scena polityczna dzieli się na tych, którzy chcą zachować istniejący porządek kulturowy i gospodarczy, czyli prawicę, oraz obóz przeciwny. Podział ten i sam termin ukształtował się podczas rewolucji francuskiej. Nawiasem mówiąc, w Polsce sytuacja wygląda inaczej: w sejmie nie ma ani klasycznych partii prawicowych (chadeckich), ani lewicowych (socjalistycznych). Ponadto trzeba podkreślić, że schematy te mają charakter nie tylko państwowy, ale również społeczny. W niniejszym artykule skupiam się właśnie na światopoglądzie i wynikających z niego działaniach, a nie na kwestiach wyborczych.

A zatem Franciszek popiera zmiany: z jednej strony liberalizację doktryny, a z drugiej – wyrównywanie szans. Przy czym trzeba zaznaczyć, że jego „lewo” ma charakter względny: jest on po prostu mniej prawicowy niż zwykło się o to podejrzewać osoby religijne, ale obiektywnie sytuuje się mniej więcej w centrum tego spektrum. Nie jest on zatem zwolennikiem rewolucji, ale ewolucji. I dobrze, bo przełamuje to szkodliwy stereotyp, wedle którego chrześcijanin to „prawak”. Bergoglio jest wierny Duchowi, a nie literze. Nie jest ideologiem, ale realistą. I to jego wielka zaleta.

Życzmy więc Franciszkowi, żeby udało mu się zreformować Kościół, przywracając go na pozycje „centrowe”, aby w ten sposób wspólnota ochrzczonych była gotowa do reformowania świata, zgodnie z pojawiającymi się nieustannie wyzwaniami.

Polska scena polityczna

W większości krajów Europy dominują dwie partie: centroprawicowa (zwykle chadecka) i centrolewicowa (socjalistyczna). Jedna jest zatem nieco bardziej wolnorynkowa i tradycjonalistyczna, a druga – mniej. Tak jest np. w Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii (jedynie we Włoszech panuje pewien chaos – tzw. bordello italiano).

Jak na tym tle wypada nasz kraj? Po pierwsze, jako naród biedniejszy i bardziej konserwatywny jesteśmy przesunięci w stronę ekonomicznej lewicy i obyczajowej prawicy – czyli tzw. zaścianka. Po drugie, podział nie przebiega na linii lewica-prawica, ale umiarkowani-skrajni. Mamy więc duże ugrupowanie centrowe oraz lewicowo-prawicowe.

Odbiegamy zatem wyraźnie od standardów europejskich, co ilustruje poniższe porównanie Polski z Niemcami (na czarno CDU, na czerwono SPD):

left-right

Supermocarstwo

W „Nowej encyklopedii powszechnej PWN” z połowy lat 90. czytamy:

Po rozpadzie ZSRR i obozu komunistycznego S[tany] Z[jednoczone], ze względu na swój potencjał militarny, gosp[odarczy], intelektualny, poziom cywilizacyjny i pozycję polit[yczną], stały się jedynym supermocarstwem. (t. 6, s. 22)

Jednak świat się zmienia; jak pokazuje historia, imperia nieustannie powstawały i upadały. Obecnie na horyzoncie pojawiają się aż dwaj konkurenci dla USA: integrująca się Unia Europejska i rozwijające się Chiny.

Najbardziej miarodajnym wskaźnikiem potęgi jest PKB (według parytetu siły nabywczej). Z około 100 bilionów $, jakie rocznie wytwarza świat, połowa przypada na te trzy państwa, rozkładając się pomiędzy nie mniej więcej równomiernie. Indie i Japonia zostają wyraźnie w tyle (choć te pierwsze systematycznie odrabiają dystans).

Hegemonia USA została zatem zakwestionowana; widać to zresztą ostatnio na wielu płaszczyznach. Polacy mogą się na to obrazić, ale z drugiej strony powinni się cieszyć, bo przecież odgrywają w UE pierwszoplanową rolę. Poza tym Chiny są coraz mniej komunistyczne, a coraz bardziej chrześcijańskie.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na zdumiewająco słabą pozycję Rosji. Jej PKB jest kilkakrotnie niższe od liderów, porównywalne z Niemcami, Francją czy Wielką Brytanią. Jest ona wprawdzie potęgą surowcową (w końcu rozpościera się przez pół globu) i militarną (choć jej armia jest przestarzała), ale to jednak za mało. Nie powinniśmy się jej bać.

W ciągu zaledwie jednego pokolenia układ sił zupełnie się zmienił. Ale historyka to nie dziwi. Mocarstwa przemijają, a Kościół trwa na wieki.

Największe miasto świata

Która z metropolii jest największa? Gdy miałem 10 lat, moją ulubioną lekturą był rocznik statystyczny. Sporządziłem wtedy książeczkę, gdzie zamieściłem takie zestawienie. Teraz źródeł informacji jest więcej. Na ich podstawie można stwierdzić, że istnieje grupa miast, które mają około 20 mln mieszkańców (licząc oczywiście całą aglomerację, a nie tylko granice administracyjne). Są to: Nowy Jork, Meksyk, São Paulo, Lagos, Kair, Karaczi, Bombaj, Delhi, Dżakarta, Manila, Szanghaj, Pekin i Seul (jak widać, Europa została w tyle). Za najludniejsze uważa się tym niemniej Tokio, które można oszacować na 30 milionów (pomijam chińskie Chongqing, które formalnie stanowi jedno miasto, ale ma powierzchnię równą Czechom).

Obecnie sytuacja jednak się zmienia. Na południowym wschodzie Chin płynie Rzeka Perłowa (Zhu Jiang, w górnym biegu zwana Xi Jiang). Ponad 100 km od jej ujścia znajduje się słynny port Kanton (Guangzhou) – przez wieki okno cesarstwa na świat. Nad samym morzem leży z kolei Hongkong – kolonia brytyjska, która w 1997 została oddana Chińczykom, a także portugalskie do niedawna Makau. Po dojściu do władzy Deng Xiaopinga w rejonie tym powstała specjalna strefa ekonomiczna, która zaczęła szybko się rozwijać; na surowym korzeniu zbudowano m.in. 10-milionowe Shenzen, miasto partnerskie Poznania. Skutek jest taki, że cały opisywany obszar zaczyna zlewać się w jedną całość o ludności większej niż Polska. Niedługo zatem w rankingu, od razu na pierwszym miejscu, pojawi się nowa metropolia.

Tempora mutantur. Kto 20 lat temu spodziewałby się czegoś takiego? Trudno odmówić Chinom perspektywicznego myślenia. Ale trzeba też przyznać, że komunizm jest już passé. Chińczycy otworzyli się na świat i dobrze na tym wyszli.

Bogaci się bogacą?

Nawet najwięksi malkontenci nie mogą zarzucić Polsce, że się nie rozwija. Dane są powalające: podczas gdy od kilku lat Europa jest pogrążona w stagnacji, nad Wisłą PKB wzrosło o ponad 20%. Dyskusyjne jest to, na ile jest to zasługa chadeckiego rządu, ale tak czy inaczej, jesteśmy zdecydowanymi liderami naszego kontynentu. Zielona wyspa to nie żaden mit, tylko naukowy fakt. Oczywiście, ciągle dzieli nas spory dystans od Zachodu, ale sukcesywnie go odrabiamy.

Malkontenci jednak, często na potrzeby partyjnej walki, nie ustają w szukaniu dziury w całym i mieszaniu z błotem własnej ojczyzny, którą rzekomo kochają nade wszystko. Oto wymyślili niezwykle chwytliwe, populistyczne, bez mała komunistyczne hasło: Bogacą się tylko bogaci! (z ukrytą lub wręcz otwartą sugestią: …A ubodzy coraz bardziej ubożeją). Nieznający ekonomii prości ludzie nierzadko niestety dają się na to nabrać, tym bardziej że sami bywają biedni. Okazuje się tym niemniej, że jest to wyjątkowo bezczelne kłamstwo. Współczynnik Giniego (czyli powszechnie przyjęta miara nierówności) na przestrzeni ostatnich lat spadał, i to mimo, że na świecie rósł, i co więcej, mimo że w naszym kraju już i tak jest on niski (np. w USA jest znacznie gorzej).

Warto dodać, że te kryzysowe slogany trafają na podatny grunt. Przyczyna jest dość specyficzna: To właśnie… równość. Rzecz w tym, że struktura polskiego społeczeństwa jest bardzo płynna; nie ma utrwalonej hierarchii. To oznacza, że wiele osób awansuje, ale wiele też się deklasuje. Ci drudzy łatwo kupują bajki malkontentów; niestety tak to już jest, że ludzie miewają skłonność do krótkowzroczności i egocentryzmu.

Nie narzekajmy zatem, ale umiejmy być wdzięczni; na tle innych jesteśmy w wyjątkowo dobrym położeniu. Oczywiście w poszczególnych środowiskach może się to kształtować nieco odmiennie, ale obiektywnie patrząc, nie powinno mieć to wpływu np. na sympatie polityczne. Wypada mieć tylko nadzieję, że ta świetna passa, zapoczątkowana zresztą jeszcze za rządów PiS, utrzyma się niezależnie od tego, kto będzie u władzy.