Archiwa tagu: cnota

Patronka nowego tysiąclecia

Dziś obchodzimy 80. rocznicę śmierci św. Faustyny Kowalskiej. Żyła ona 33 lata – tyle samo, co Chrystus, który mówił do niej: Z żadną duszą nie łączę się tak ściśle i w ten sposób, jako z tobą, a to dla głębokiej pokory i ognistej miłości, jaką masz ku Mnie. (Dz. 587) Ona sama przewidziała też ten moment: Witaj, Nowy Roku, w którym się wykończy moja doskonałość. (Dz. 1449)

Nie należy się jednak skupiać zbytnio na mistycznych przeżyciach siostry ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. Oddajmy jej znów głos: Ani łaski, ani objawienia, ani zachwyty, ani żadne dary jej udzielane nie czynią ją doskonałą, ale wewnętrzne zjednoczenie duszy mojej z Bogiem. Te dary są tylko ozdobą duszy, ale nie stanowią treści ani doskonałości. Świętość i doskonałość moja polega na ścisłym zjednoczeniu woli mojej z wolą Bożą. (Dz. 1107)

Faustyna powtarzała często: Prawdziwa wielkość jest w miłowaniu Boga i w pokorze. (Dz. 424) Poznając nieskończoną dobroć Boga, trudno jest przyjąć inną postawę, niż ufność wobec Niego i miłosierdzie dla bliźnich. To przesłanie zostawiła nam święta. Nie jest to nowość, ale przez nią Jezus przypomniał światu tę podstawową prawdę. Tylko tyle i aż tyle.

Trzeba przy tym pamiętać, że pokora jest tylko prawdą, nie ma w prawdziwej pokorze płaszczenia się. (Dz. 1502). Dlatego też Faustyna przyznała: Zauważyłam, że od samego wstąpienia mojego do klasztoru czyniono mi jeden zarzut, to jest, że jestem święta; lecz ta nazwa była zawsze z przekąsem. Na co Jezus jej odpowiedział: Smucisz się z tego? Przecież jesteś nią; niedługo okażę to sam w tobie i będą wymawiać to samo słowo: „święta”, tylko że już z miłością. (Dz. 1571)

I rzeczywiście, obecnie jest ona znana i szanowana na całym świecie. W 1993 roku Jan Paweł II ją beatyfikował, a w 2000 – kanonizował, dając ją jako wzór do naśladowania dla nowego tysiąclecia. I nam Polakom też zostawił takie zadanie, kiedy po raz ostatni odwiedził nasz kraj: Bądźcie świadkami miłosierdzia.

Kobieta = mężczyzna

8 marca warto zastanowić się nad tożsamością kobiet. Płeć jest faktem biologicznym, chociaż nawet tutaj nie należy wyolbrzymiać różnic. Statystycznie panie są nieco niższe itd., ale od takich reguł jest olbrzymia liczba wyjątków.  Jeśli ktoś ma 170 cm, to jeszcze nie znaczy, że nie jest mężczyzną.

Jeśli chodzi o kwestie kulturowe, z pomocą przychodzą nam te same gender studies, które w ostatnim czasie wśród osób „głęboko wierzących” okryły się, w wyniku ignorancji, złą sławą. A wszystko dlatego, że Benedykt XVI skrytykował ideologiczne wykorzystywanie tej nauki przez niektórych do uzasadniania homoseksualizmu. Pomijając jednak to nieporozumienie, gender oznacza, że każda cywilizacja tworzy pewien stereotyp płci, a więc jest to rzecz względna. Obecnie przyjmuje się, że kobieta jest podobna do mężczyzny i nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby z tym walczyć.

Kiedyś na katechezie psychologizujący ksiądz zrobił nam „test na płeć mózgu”. Oczywiście wyśmialiśmy go, bo płeć to sprawa ciała, a nie duszy. Niestety wśród niektórych psychologów panuje przesąd o odmienności kobiecej psychyki. Wynika to z niektórych badań, które sugerują subtelne różnice zależnie od płci. Tacy psycholodzy są jednak zbyt wydelikaceni, więc nie należy się nimi przejmować.

Z punktu widzenia religijnego sprawa również jest sporna. Niektórzy „chrześcijanie” uprawiają swoisty kult płci, co wynika z faktu, że ich fanatyczna pobożność jest powierzchowna i w rzeczywistości jest zwykłym konserwatyzmem. Św. Paweł mówi jednak wyraźnie, że „nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteśmy kimś jednym w Chrystusie”. A więc dla Boga każdy jest taki sam, każdy ma duszę, każdy ma być święty.

Nasze skołonności należy poskramiać, a nie chlubić się nimi. Każda skrajność jest zła. „Aby wszyscy stanowili jedno”. Trzeba szukać tego, co lączy ludzi, a nie ich dzieli.

I na koniec jeszcze jedno równanie: seksizm = rasizm.