Wrześniowe sondaże

Średni wynik poszczególnych partii na miesiąc przed wyborami przedstawiał się następująco:

wrzesień

W czołówce nadal bez większych zmian. Przewaga prawicy zmalała z 15 do 13%, ale jest bezpieczna. Nie ma wątpliwości, kto wygra 25 października. Co nie znaczy jednak, że Szydło będzie premierem. ale o tym za chwilę.

W peletonie niewielkie, ale brzemienne w skutki przetasowania. Wciąż traci Kukiz, choć już nie tak dramatycznie jak w poprzednim okresie. A trzeba pamiętać, że jeżeli uzyskałby 7%, to miałby 20-30 posłów, a przy 5,5% – już tylko paru. Wynika to ze specyficznego (równomiernego) rozkładu poparcia dla tego ruchu w okręgach (aby zdobyć mandat, potrzeba zazwyczaj 6-7%).

Zyskuje za to Nowoczesna, która może być już niemal pewna przekroczenia progu. Raczej uda się to także ludowcom. Najmniej pewna swego może być lewica. Poza tym trzeba odnotować, że przebudził się KORWiN, ale nawet gdyby przekroczył 5%, trudno by mu było o wprowadzenie swoich ludzi (sytuacja podobna jak z rockmanem – ugrupowanie pokoleniowe, a nie regionalne).

Jeśli Zjednoczona Lewica dostanie się do sejmu, PiS raczej nie będzie miał większości bezwzględnej. Musiałby wtedy znaleźć koalicjanta, a jedynym kandydatem wydaje się Kukiz. Jeśli jednak jego tendencja spadkowa się utrzyma, to prawdopodobnie premierem pozostanie Kopacz, tym razem w szerokiej koalicji partii umiarkowanych. Wyścig rozstrzygnie się dopiero na ostatniej prostej.

Sierpniowe sondaże

W minionym miesiącu średnia poparcia dla partii, po odliczeniu niezdecydowanych, przedstawiała się następująco:

sierpień

W czołówce bez większych zmian, choć kolejny miesiąc daje się zauważyć pewne zwiększenie przewagi prawicy nad centrum; wynosi już ona 15%, co nie pozostawia wątpliwości, kto wygra wybory, które już za dwa miesiące.

Najciekawsze rzeczy dzieją się tym razem w drugiej lidze. Przede wszystkim znów bardzo dużo tracą „woJOWnicy”. Zyskują na tym pozostałe partie, z czego najwięcej lewica, która najwyraźniej dostała od obywateli bonus za zjednoczenie. W ten sposób wszystkie trzy ugrupowania znalazły się na granicy progu wyborczego (w przypadku ZL wynosi on 8%).

Podział mandatów w nowym sejmie jest wobec tego niejasny. Wiele zależy od tego, czy mniejsi gracze do niego wejdą. Jeśli tak, to Kaczyński będzie miał problemy z uzyskaniem większości bezwzględnej. Jedynym potencjalnym koalicjantem wydają się antysystemowcy, ale trzeba dodać, że jeśli utrzyma się ich tendencja spadkowa, to wypadną z gry. A wtedy może powstać szeroka koalicja centrolewicowa i premierem pozostanie Kopacz. Czyżby czekało nas kolejne, po sejmikach, pyrrusowe zwycięstwo prawicy? Na razie nikt tego nie wie, ale to całkiem możliwe.

Jeśli chodzi o okręg poznański, to jeśli sześć partii przekroczy próg, po jednym pośle będą mieli liberałowie i lewica (utrata jednego), czterech Platforma (spadek z sześciu), trzech PiS (wzrost o 1), a o dziesiąty mandat będą walczyć PO z Kukizem. Należy jednak pamiętać, że sytuacja jest dość dynamiczna.

Lipiec 2014-2015

Jak zmieniały się sondaże partyjne na przestrzeni ostatniego roku? rok

Jeśli chodzi o liderów, to na początku PiS miał wyraźną przewagę. Po awansie Tuska na prowadzenie wyszła PO. Z kolei w wyniku wygranej Dudy sytuacja wróciła do punktu wyjścia.

Przepaść dzieląca dwójkę hegemonów od drugiej ligi systematycznie rosła. Notowania postkomunistów, ludowców i korwinistów spadły o połowę. Daleko z tyłu znajdował się cały czas Palikot, a pod koniec pojawili się nowi gracze: Kukiz i Petru.

Oczywiście notowania poszczególnych opcji podlegały także mniejszym wahaniom; takie były jednak ogólne tendencje. Cały czas toczy się walka gigantów o władzę oraz średniaków o utrzymanie w parlamencie. 25 października okaże się, kto wyjdzie z niej zwycięsko.

Lipcowe sondaże

W minionym miesiącu średnia badań preferencji partyjnych Polaków kształtowała się następująco:

lipiec

Daje się zauważyć spadek notowań nowych ruchów, których głosy przejęli dwaj hegemoni. Prawo i Sprawiedliwość zyskało przy tym więcej (6%) niż Platforma (ponad 3%), a woJOWnicy stracili bardziej (prawie 8%) niż Petru (1%).

Tak jak to było do przewidzenia, po chwilowej fascynacji rockmanem ludzie przestali go traktować poważnie w związku z „programowym” brakiem programu i struktur partyjnych. Powoli wracamy więc do tradycyjnego centroprawicowego duopolu. Kaczyński ma nawet jeden z najlepszych wyników w historii.

Trzy ugrupowania na pewno wejdą do sejmu, natomiast pod wielkim znakiem zapytania stoi los pozostałych graczy. Gdyby wybory zakończyły się dokładnie takim wynikiem, musiałaby powstać koalicja Szydło z Kukizem, która jednak nie miałaby większości kwalifikowanej 2/3. Tym niemniej niewiele brakuje, aby PiS przejął władzę samodzielnie, a siły „antysystemowe” zmieniły konstytucję. Z kolei w kwestiach obyczajowych taki parlament byłby zapewne gotów przegłosować nawet najbardziej konserwatywne ustawy.

Czerwcowe sondaże

Ostatni miesiąc, w związku z zakończeniem wyborów prezydenckich i zbliżaniem się parlamentarnych, przyniósł wysyp badań preferencji partyjnych. Co zaś najważniejsze, nastąpiły w nich gwałtowne zmiany, wynikające z pojawienia się nowych, silnych ruchów. Oto średnie wyniki:

czerwiec

Na czoło zdecydowanie wysunęła się prawica (34,2%). Debiutujący antysystemowcy (21,3%) od razu znaleźli się niedaleko za obozem władzy (24,7%). W ten sposób polityczna pierwsza liga poszerzyła się z dwóch do trzech ugrupowań.

O wejście do sejmu walczą cztery partie. Największe szanse ma formacja Petru (5,2%), natomiast ludowcy i lewica (po 3,9%) prawdopodobnie po raz pierwszy nie znajdą się na Wiejskiej. najgorzej przedstawia się jednak sytuacja skrajnej prawicy (2,8%).

Ogólnie można powiedzieć, że wszystkie stare partie (nawet lider) straciły poparcie, jednak w największym stopniu dotyczy to Platformy, której dotychczasowy elektorat stanowi trzon zwolenników liberałów (choć ponad jedna trzecia ubyła też postkomunistom).

Wygląda więc na to, że czeka nas rząd Prawa i Sprawiedliwości w koalicji z rockmanem. Co więcej, bardzo możliwe, że zdobędą oni razem większość kwalifikowaną 2/3, umożliwiającą np. zmianę konstytucji. Równie prawdopodobne jest to, że posłów będą miały tylko trzy wielkie frakcje. Chociaż woJOWnicy nie mają nadal określonego programu, to można przypuszczać, że siły ultrakonserwatywne będą przeważać, co na tle Europy byłoby zjawiskiem dość wyjątkowym.

Majowe sondaże

Przed 10 maja PO nadal zdecydowanie wyprzedzało PiS; po sensacyjnym zwycięstwie Andrzeja Dudy w I turze prawica wyszła jednak na nieznaczne prowadzenie. Uśrednione wyniki dla całego miesiąca wyglądały następująco:

 

maj

Jak widać, dominacja dwóch partii postsolidarnościowych przybrała rekordową skalę (prawdopodobnie w związku z emocjonującą rywalizacją Komorowskiego i Dudy). Platforma straciła wprawdzie jeden procent, ale partia Kaczyńskiego zyskała cztery. Po jednym straciły wszystkie ugrupowania drugoligowe.

W takiej sytuacji przyszły sejm staje się wielką niewiadomą. Nawet jeśli ludowcy się do niego dostaną, to jest wątpliwe, czy zdołają utworzyć większość z dotychczasowym koalicjantem. Możliwe są zatem różne scenariusze, np. rząd PO-SLD lub nawet PiS-SLD. Każdy mandat może być tu na wagę złota i może się okazać, że skrajna prawica, która wprowadzi zapewne jedynie paru posłów, stanie się języczkiem u wagi.

Awans Prawa i Sprawiedliwości oznacza także wzmocnienie sił konserwatywnych obyczajowo, co może skutkować przegłosowaniem każdej niemal ustawy, której zażyczy sobie episkopat, np. całkowitego zakazu aborcji. W tej dziedzinie również liczyć się będzie dosłownie każdy głos.

Trzeba jednak zaznaczyć, że na horyzoncie pojawiają się dwa nowe ruchy: Petru i Kukiza, przy czym ten drugi ma szanse na świetny wynik. Ponieważ oba ugrupowania dopiero mają się uformować, a ponadto rzetelna statystyka wymaga spójności, nie zostały one tutaj uwzględnione, choć niektóre sondaże brały pod uwagę taką opcję. Tym niemniej ich ewentualny start w wyborach parlamentarnych może niewątpliwie dużo namieszać. Poczekamy, zobaczymy; na razie sytuacja przedstawia się jak wyżej.

Kwietniowe sondaże

Średni wynik badań preferencji partyjnych w minionym miesiącu (po odliczeniu niezdecydowanych) przedstawiał się następująco:

kwiecień

Kolejny raz powiększyła się nieco przewaga obozu rządzącego nad ludźmi Kaczyńskiego; w tej chwili wynosi ona już 6%, co jest najlepszym wynikiem od paru lat. Należy jednak zaznaczyć, że notowania obu czołowych opcji, po marcowym skoku, dokonały niewielkiej korekty w dół. Przewaga nad kolejnymi partiami jest tym niemniej nadal miażdżąca.

Zaostrza się rywalizacja w drugiej lidze: ludowcy zmniejszyli stratę do lewicy, ale z drugiej strony, po piętach zaczyna im deptać skrajna prawica, która zyskuje realne szanse na wprowadzenie posłów do parlamentu. Warto jednak przypomnieć, że wskutek obowiązywania ordynacji większościowej, nawet przekroczenie progu 5% tego jej jeszcze nie gwarantuje. W tej chwili najbardziej prawdopodobny scenariusz pozwala liczyć, i to przy odrobinie szczęścia, jedynie na parę mandatów.

W takim układzie, chadecy mogą być niemal pewni pozostania u władzy, bez konieczności szukania trzeciego koalicjanta (zakładając oczywiście, że przez najbliższe pół roku na scenie politycznej nie nastąpi jakiś wstrząs, czego jednak nie można nigdy wykluczyć). Natomiast w kwestiach etycznych konserwatyści i liberałowie będą się zapewne mniej-więcej równoważyć, tak więc przy poszczególnych projektach ustaw każdy głos będzie na wagę złota i trudno przewidzieć ostateczny wynik.

Marcowe sondaże

W ostatnim miesiącu zaszły pewne przetasowania na scenie politycznej. Obecnie sytuacja wygląda następująco:

marzec

Najpierw, nastąpiło powiększenie przepaści między pierwszą a drugą parą; następnie, trzecia liga przepołowiła się i teraz druga składa się z trzech partii (a Palikot w rozsypce).

Obie czołowe partie zyskały parę procent i teraz skupiają aż 77% Polaków. PO utrzymuje pięciopunktową przewagę nad PiS, choć w poszczególnych badaniach przedstawia się to bardzo różnie.

Ludowcy stracili więcej niż lewica. Goni ich skrajna prawica, która jednak nie przekracza progu.

Wszystko wskazuje nadal na to, że u władzy utrzymają się chadecy (Korwin-Mikke, nawet gdyby osiągnął 5%, miałby co najwyżej pojedynczych posłów). Natomiast większość dla konserwatystów staje pod znakiem zapytania.

Kryzys religijności?

Ostatnio naszym krajem wstrząsnęła informacja, że statystyki pobożności lecą na łeb, na szyję. Kiedy to usłyszałem, byłem jednak sceptyczny; dotychczasowe dane bowiem na nic takiego nie wskazywały. Postanowiłem więc sprawdzić u źródła, czyli w badaniu CBOS, które obejmuje dekadę po śmierci Jana Pawła. I rzeczywiście, moja intuicja okazała się słuszna; media jak zwykle, dla wzbudzenia zainteresowania, zrobiły z igły widły.

Jakie są zatem fakty? Otóż religijność rzeczywiście zaczęła spadać. Wzrosła o parę procent liczba osób niewierzących i niepraktykujących (dotąd stabilna), natomiast współczynnik dominicantes obniżył się o kilka (czyli tyle, co przez poprzednie 20 lat). Trzeba przy tym zauważyć, że z jednej strony, rok 2005 był wyjątkowo pomyślny i należało się spodziewać korekty w dół, a z drugiej – w ostatnich dwóch latach można zaobserwować wyhamowanie tych tendencji (przypuszczalnie tzw. efekt Franciszka).

CBOS przyjrzał się także trzem grupom ryzyka: młodym, z wielkich miast i wykształconym (yuppie – Young Urban Professional). Okazuje się, że faktycznie wszystkie one mają się stosunkowo źle, ale najgorzej – miastowi. Ciekawe zjawisko da się przy tym dostrzec w przypadku studentów: o ile w roku 2011/2012 (zapewne na fali popularności Palikota) doszło do załamania, o tyle później (gdy polityczna moda się zmieniła) nastąpił wzrost.

Laicyzacja zatem przyszła i do nas, ale nie jest tak źle, jak to przedstawiają. Bądźmy krytyczni i wstrzemięźliwi, bo media zawsze karmią się sensacją.

Supermocarstwo

W „Nowej encyklopedii powszechnej PWN” z połowy lat 90. czytamy:

Po rozpadzie ZSRR i obozu komunistycznego S[tany] Z[jednoczone], ze względu na swój potencjał militarny, gosp[odarczy], intelektualny, poziom cywilizacyjny i pozycję polit[yczną], stały się jedynym supermocarstwem. (t. 6, s. 22)

Jednak świat się zmienia; jak pokazuje historia, imperia nieustannie powstawały i upadały. Obecnie na horyzoncie pojawiają się aż dwaj konkurenci dla USA: integrująca się Unia Europejska i rozwijające się Chiny.

Najbardziej miarodajnym wskaźnikiem potęgi jest PKB (według parytetu siły nabywczej). Z około 100 bilionów $, jakie rocznie wytwarza świat, połowa przypada na te trzy państwa, rozkładając się pomiędzy nie mniej więcej równomiernie. Indie i Japonia zostają wyraźnie w tyle (choć te pierwsze systematycznie odrabiają dystans).

Hegemonia USA została zatem zakwestionowana; widać to zresztą ostatnio na wielu płaszczyznach. Polacy mogą się na to obrazić, ale z drugiej strony powinni się cieszyć, bo przecież odgrywają w UE pierwszoplanową rolę. Poza tym Chiny są coraz mniej komunistyczne, a coraz bardziej chrześcijańskie.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na zdumiewająco słabą pozycję Rosji. Jej PKB jest kilkakrotnie niższe od liderów, porównywalne z Niemcami, Francją czy Wielką Brytanią. Jest ona wprawdzie potęgą surowcową (w końcu rozpościera się przez pół globu) i militarną (choć jej armia jest przestarzała), ale to jednak za mało. Nie powinniśmy się jej bać.

W ciągu zaledwie jednego pokolenia układ sił zupełnie się zmienił. Ale historyka to nie dziwi. Mocarstwa przemijają, a Kościół trwa na wieki.