Miesięczne archiwum: Luty 2019

Światowy Dzień Chorego

11 lutego to rocznica pierwszych objawień w Lourdes. Ponieważ sanktuarium to od samego początku słynie z uzdrowień, jest ona obchodzona jako Światowy Dzień Chorego.

Dlaczego cierpimy? Biblia uczy nas, że to konsekwencja grzechu (Rdz 3), niekoniecznie jednak naszego własnego (Łk 13). Także z punktu widzenia nauki, a konkretnie ewolucjonizmu, ból jest potrzebny, żeby unikać zagrożeń. W przypadku człowieka oznacza to również, że możemy zidentyfikować chorobę i ją wyleczyć. Nie możne więc obwiniać Boga za cierpienie ani umniejszać Jego nieskończonej dobroci.

Cierpienie nie jest złem absolutnym i może być wykorzystane w dobrym celu. Wystarczy wzbudzić w sobie intencję ofiarowania go, najlepiej w łączności z krzyżem Chrystusa. Cierpienie ma wielką wartość, jest ciężką pracą. Bóg na pewno nam to wynagrodzi, a przy okazji udzieli łask innym ludziom.

Czy jednak Bóg nie chce nas uzdrowić?  To zależy. Bogu zależy przede wszystkim na naszym wiecznym szczęściu. Jeśli cierpienie do niego prowadzi, to raczej nas nie wyleczy, ale na pewno da siłę do jego znoszenia. Jak mówił John Fitzgerald Kennedy: „Nie módlcie się o łatwiejsze życie; módlcie się, żebyście byli silniejszymi ludźmi”. Jeśli Bóg dokonuje cudu, to najczęściej po to, żeby ludzie w Niego uwierzyli. Ale sama choroba też często prowadzi do nawrócenia.

Cierpienie jest trudnym tematem, ale nie da się od niego uciec. Trzeba raczej nauczyć się z nim żyć. Trzeba szukać uleczenia, ale zarazem zgodzić się wolą Bożą, jeśli jest inna. I znajdować w bólu nadzieję, że przyczynia się ono do jeszcze większego dobra. Bo każde cierpienie się kończy, a szczęście trwa na wieki.

Życie konsekrowane

Przedwczoraj obchodziliśmy święto Ofiarowania Pańskiego, które upamiętnia oddanie przez Maryję i Józefa nowonarodzonego Jezusa Bogu. Jest to zarazem Światowy Dzień Życia Konsekrowanego.

Oddanie się Bogu to zadanie nas wszystkich. Wielu dokonuje tego przez rodzinę i pracę, które pośrednio także są nakierowane na służbę Jezusowi. Można realizować powołanie do świętości w ten sposób, ale niektórzy czują w swoim sercu pragnienie do jeszcze pełniejszego poświęcenia się budowaniu Kościoła. Są to właśnie osoby konsekrowane w ścisłym znaczeniu tego słowa.

Różne są formy życia konsekrowanego. Pierwszą chronologicznie byli pustelnicy, czyli eremici. W VI wieku powstał zakon benedyktyński z hasłem Módl się i pracuj. W stuleciu XIII popularni stali się mendykanci, czyli Zakon Kaznodziejski (dominikanie) i Bracia Mniejsi (franciszkanie), żyjący w miastach. W XVI wieku czołową pozycję przejęli czynni jezuici i kontemplacyjni karmelici. Następnie powstało wiele innych zakonów męskich i żeńskich, a w ostatnich dekadach – instytuty świeckie, czyli osoby ślubujące ewangeliczne ubóstwo, czystość i posłuszeństwo, ale żyjące w świecie.

Dużo jest charyzmatów. Każdy z nas musi rozeznać, jaki jest dla niego najlepszy. Każdy powinien sam to wiedzieć najlepiej, bo nikt nie zna nas tak dobrze jak my. Co nie oznacza, że nie warto zasięgać rady, zwłaszcza osób duchownych. Warto modlić się w tej intencji. I nawet jeśli naszą drogą nie będzie życie konsekrowane, to całe nasze życie powinno, w ten czy inny sposób, być poświęcone Bogu.

PS: Warto podkreślić, że życie konsekrowane w ścisłym znaczeniu jest znacznie doskonalsze. W dniu śmierci Józefa Piłsudskiego Jezus powiedział do św. Faustyny: Te gwiazdy to są dusze wiernych chrześcijan, a księżyc to są dusze zakonne. Widzisz, jak wielka różnica światła jest między księżycem a gwiazdami, tak w niebie jest wielka różnica między duszą zakonną a wiernego chrześcijanina. […] Prawdziwa wielkość jest w miłowaniu Boga i w pokorze. (Dzienniczek 424)