Miesięczne archiwum: Wrzesień 2018

Michał Sopoćko – apostoł miłosierdzia

Dzisiaj przypada 10. rocznica beatyfikacji Michała Sopoćki. Co wiemy o tej wybitnej postaci i czego nas ona uczy?

Urodził się on w 1888 na Wileńszczyźnie. Po święceniach kapłańskich pracował na Uniwersytecie Stefana Batorego. Był też spowiednikiem Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia i kierownikiem duchowym siostry Faustyny. Po wojnie mieszkał w Białymstoku. Zmarł w roku 1975.

Bł. Michał Sopoćko był nie tylko kierownikiem św. Faustyny Kowalskiej, ale również jej współpracownikiem w dziele szerzenia czci dla nieskończonej Dobroci. To on doprowadził między innymi do namalowania obrazu miłosierdzia Bożego i wydrukowania broszur z koronką. Założył też Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego i napisał książkę Miłosierdzie Boga w dziełach Jego.

Św. Faustyna uważała Sopoćkę za wzór do naśladowania. Pisała w Dzienniczku, że jest on cierpiący, ale niewiele ma Pan takich dusz (Dz. 838). Kapłan ten to wielka dusza, która po brzegi wypełniona Bogiem (Dz. 1238). Za jego staraniem nowe światło zajaśnieje w Kościele Bożym dla zbawienia dusz. […] Takiej wierności dla Boga, jaką się ta dusza odznacza, nie spotkałam (Dz. 1390). Ta dusza, tak pokorna, umiała wytrzymać wszystkie burze i nie zniechęciła się przeciwnościami, ale wiernie odpowiedziała wezwaniu Bożemu.

I sam Jezus powiedział: Jest to kapłan według serca Mojego; miłe mi są wysiłki jego. […] Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych; przez niego upodobało Mi się rozgłosić cześć do miłosierdzia Mojego (Dz. 1256). Myśl jego jest ściśle złączona z myślą Moją, a więc bądź spokojna o dzieło Moje; nie dam mu się pomylić, a ty nic nie czyń bez jego pozwolenia (Dz. 1408).

Cieszmy się zatem, że Bóg dał sekretarce miłosierdzia i nam takiego świętego człowieka. Chciejmy osiągnąć doskonałość taką jak on. Pomimo trudności przyniesie to nam i innym wielką radość.

Mateusz – dobry grzesznik

Wczoraj obchodziliśmy dzień świętego Mateusza. Co o nim wiemy? Na pewno był jednym z apostołów, pochodzącym z Kafarnaum nad jeziorem Genezaret (podobnie jak bracia: Piotr i Andrzej oraz Jakub Większy i Jan Ewangelista). Ewangelie synoptyczne opisują nawet jego powołanie (Mt 9,9-13; Mk 2,13-17; Łk 5,27-32). Jezus powiedział do niego: Pójdź za mną!

To nie koniec tej historii. Chrystus ucztował bowiem z celnikami takimi jak Mateusz – czyli z tymi, których uznawano za wyzyskiwaczy. Rygorystycznie nastawieni faryzeusze pytali Go, czemu to tobi. A On odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy źle się mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Oz 6,6). Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Co później działo się z Mateuszem, znanym również jako Lewi? Starożytna tradycja podaje, że zanim wyruszył w dalekie kraje, gdzie umarł śmiercią męczeńską, głosił dobrą nowinę Żydom. Dla nich właśnie miał napisać Ewangelię ukazującą Kościół jako nowy naród wybrany i składającą się z 5 wielkich mów przedzielonych opisami czynów Jezusa. Przypisuje mu się również autorstwo kilku apokryfów.

Relikwie Mateusza znajdują się w katedrze w Salerno koło Neapolu. I nawet jeśli tam nie dotrzemy, to możemy uczyć się od niego, jak się nawrócić. Bo u Boga każdy grzesznik ma szansę zostać świętym.

Krzyż – symbol miłości

Niedawno obchodziliśmy święto Podwyższenia Krzyża Świętego oraz wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Upamiętniają one odnalezienie tej największej z relikwii przez św. Helenę – matkę cesarza rzymskiego Konstantyna Wielkiego, który uczynił chrześcijaństwo religią panującą. Jednocześnie przypominają nam one o najważniejszych w naszym życiu sprawach.

Krzyż Chrystusa pokazuje nam, jak bardzo Bóg nas kocha. Poświęcił On wszystko – całego siebie, żeby uwolnić nas od zła. Nie cofnął się przed żadnym cierpieniem – nawet tym największym, jak przebicie rąk i nóg gwoździami czy włócznią – serca. Z tych ran wypływa szczęście dla nas, bo śmierć Jezusa była przebłagalną ofiarą.

Naprawdę warto rozważać mękę Odkupiciela. Mówił on św. Faustynie: Mało jest dusz, które rozważają mękę Moją z prawdziwym uczuciem; najwięcej łask udzielam duszom, które pobożnie rozważają mękę Moją (Dz. 737). Ona sama, podobnie jak Maryja, była przykładem takiej medytacji: Ten, którego umiłowało serce moje, kona. Czy kto pojmie boleść moją? (Dz. 1060).

Jezus ukochał nas do końca (por. J 13,1). My też kochajmy Jego, a dla Niego – także bliźnich. I pamiętajmy, że również nasze cierpienie ma sens – zwłaszcza kiedy złączymy je z krzyżem Chrystusa.