Miesięczne archiwum: Luty 2015

Rewolucja Franciszka?

Wkrótce miną dwa lata od wyboru Jorge Mario Bergoglio na papieża. Media jak zwykle robią sensację i lubią mówić o przewrocie, jaki ma przynieść to wydarzenie. Kościół to jednak nie miejsce na rewolucje, bo jest on z natury dobry; można natomiast i trzeba wskazywać na jego nieustanną ewolucję.

Oczywiście każda głowa Kościoła jest inna, wnosząc na najwyższy urząd świata swoje cechy osobiste. Franciszek, podobnie jak św. Jan XXIII i JP2, należy do osobowości wyrazistych, kontrastując przy tym pod wieloma względami z Benedyktem. Są to jednak różnice zewnętrzne, nie zmieniające istoty rzeczy. To, że Bergoglio pochodzi z Ameryki Łacińskiej, ma wpływ np. na jego spontaniczny sposób mówienia i bycia; przejawia się także w poglądach na pewne sprawy, jak chociażby w kontrowesyjnym przywoleniu na uderzenia pięścią kogoś, kto obrazi naszą matkę. Również jego idée fixe – ubóstwo – wynika z tego, że ten region świata ma niższe PKB (miara bogactwa) i wyższy współczynnik Giniego (miara nierówności) niż Europa. Należy jednak wątpić, by te kulturowe nawyki obecnego papieża spowodowały zasadniczą reorientację katolicyzmu. Tym bardziej, że jak on sam przyznaje, jego pontyfikat raczej nie będzie zbyt długi.

Większe znaczenie może mieć to, że Franciszek uchodzi za liberała, co wiąże się z jego przynależnością do jezuitów. Tutaj jednak również nie ma co liczyć na wywrócenie Kościoła do góry nogami. Dogmaty pozostają nienegocjowalne, natomiast cała otoczka ulegała od zawsze modyfikacjom. Tempora mutantur; nos et mutamur in illis. Świat stawia przed nami ciągle nowe wyzwania. Dziś bardziej niż kiedykolwiek aktualne są słowa, które lubił powtarzać już św. Ambroży: Litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia (2 Kor 3,6; por. Rz 7,6). A już zwłaszcza Towarzystwo Jezusowe ma w swoim modo de proceder, jak to mawiał jego święty ojciec założyciel Ignacy Loyola, życie z podniesioną nogą, czyli stałą gotowość do zmiany.

Zarówno rewolucja, jak i konserwatyzm nam zatem nie grożą. Franciszek ma po prostu swój styl, którym ubogaca Kościół. Nie jest to nic nowego, że ze swego skarbca wydobywamy rzeczy nowe i stare (Mt 13,52).

Serce Jezusowe

Batoni

Wczoraj (6 lutego) minęła 250. rocznica ustanowienia przez Klemensa XIII Uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego. Co ciekawe, pierwotnie dotyczyła ona jedynie Polski, bo to nasz episkopat wysunął tę propozycję. Nie był to jednak jego oryginalny pomysł, ale wola samego Chrystusa, który niemal sto lat wcześniej objawił się św. Małgorzacie Marii Alacoque. Od tego czasu kult Bożego serca dynamicznie się rozwijał, aż w końcu opanował cały świat. Polacy stali się ważnym ogniwem tej reakcji łańcuchowej, co wynikało z faktu, że twórcą rodzimej szkoły duchowości był równoległy prekursor tego kultu, Kasper Drużbicki SJ.

Serce Chrystusa jest wyrazistym symbolem jego miłości. Pozwolił on je sobie otworzyć w chwili śmierci na krzyżu, czyli w Wielki Piątek o 15:00. Krew i woda, które z niego wytrysnęły, oznaczają ożywcze i oczyszczające sakramenty stanowiące owoc tej ofiary. Syn Boży odkupił ludzi, ratując ich od wiecznego potępienia. Jest to największe możliwe miłosierdzie. Dobroć Boga jest zatem nieskończona.

Kult serca Jezusowego uderza. Jest jasny i przekonujący dla każdego. Stanowi genialną receptę na duchowe choroby nowożytności: ateizm i fanatyzm, oziębły i pyszny kult rozumu. Przypomina, że Bóg nie jest ideą ani tyranem, ale żywą, serdeczną osobą. Zachęca do zaufania Jezusowi i przyjęcia od niego przebaczenia grzechów ciężkich. W ten sposób przygotowuje ludzi na koniec świata, chroniąc ich przed piekłem, do którego zmierzają wbrew Bożej woli.

Kult ten, przekazany Ziemi za pośrednictwem św. Małgorzaty, bezpośrednio łączy się z nabożeństwem do miłosierdzia Bożego, objawionym św. Faustynie. Jest to centralny nurt globalnej religijności, a więc i w ogóle ludzkiej cywilizacji. To powinien wiedzieć każdy, a zwłaszcza ten, kto jest daleko od Kościoła.

Poparcie dla partii

Który ośrodek badania opinii publicznej najlepiej przewiduje wyniki wyborów? Okazuje się, że najtrafniejsza jest zwykle suma ich wszystkich (oczywiście po odliczeniu osób „niezdecydowanych”). Na przestrzeni ostatnich pięciu miesięcy wskaźniki te były stabilne, uprawnione jest zatem (a nawet wskazane) zsumowanie całego tego okresu. Ostateczny wynik jest następujący:

sondaże

Po spektakularnym awansie Donalda Tuska na prezydenta Rady Europejskiej jego partia znów wyprzedziła swojego największego rywala (który jeszcze w wakacje bił rekordy popularności). Przewaga ta miała przy tym do niedawna niewielką tendencję rosnącą.

Daleko za nimi trzy kolejne opcje. Stosunkowo najlepiej radzą tu sobie postkomuniści, chociaż ich notowania nieco spadły po nieudanych wyborach samorządowych. Niewiele gorzej mają się ludowcy, którzy po historycznym sukcesie w sejmikach chwilowo nawe wyprzedzili socjalistów. Na granicy progu wyborczego, ale z lekką tendencją zniżkową, formacja Janusza Korwin[a]-Mikke[go].

Żadnych szans na dostanie się do parlamentu nie mają natomiast ludzie Janusza Palikota. Ich wynik jest zbliżony do Ruchu Narodowego.

W takiej sytuacji należy spodziewać się raczej utrzymania rządu chrześcijańskich demokratów, choć do jesieni być może jeszcze się coś zmieni, a nawet niewielkie wahnięcie mogłoby być brzemienne w skutki. Niemal na pewno przyszły parlament będzie jednak bardziej prawicowy niż obecny, co prawdopodobnie przesądzi o wynikach głosowań w kwestiach obyczajowych.

blog